Skocz do zawartości

Polip - jak go usunac nieinwazyjnie?


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
10 odpowiedzi w tym temacie

#1 Gość_Ewelina_*

Gość_Ewelina_*
  • Goście

Napisano 07 luty 2006 - 13:37

W jaki sposób samemu pozbyć się polipa i uniknąć zabiegu chirurgicznego?

#2 klocek

klocek
  • Użytkownicy
  • 174 postów
  • MiejsceDKO

Napisano 07 luty 2006 - 16:44

Kiedyś jeden lekarz zasugerował pewnej kobiecie ,że to co ma na plecach to jej zejdzie w ciagu kilku kolejnych dni i zeszło ...

... dopiero , kiedy kobieta wyszła z gabinetu on uświadomił sobie , że była to jakaś dosyć rzadka choroba i nieuleczalna ...

... kobieta przyszła za kilka dni - rzeczywiście wszystko zeszło , lekarz był w totalnym szoku i zaczał mówić to także inne pacjentom gdy to mieli a już nigdy poza tym wyjątkowym przypadkiem cudowne uzdrowienie nie miało miejsca , jak sam lekarz twierdzi byc może dlatego ,że kiedy mówił to tamtej pacjentce to byl totalnie przekonany ,ze to jakaś taka zwykła choróbka , coś jak grypa i był tak absolutnie przekonany , co w połaczeniu z jego autorytetem bycia lekarzem mogło spowodować ,że jej podświadomość z miekkim dydkiem uzdrowiła jej organizm ...

... przy każdych kolejnych razach , jak sam lekarz twierdził ,nie byl już w stanie (majać świadomość co to naprawde jest za choroba ) przekazać pacjentce tego ,że wyzdrowieje z tak absolutnie bezkresną pewnością - tak jak byś dzisiaj komuś miał coś poradzić kto dostał lekkiego kataru - no nie bardzo byś sie przejmował ... i to właśnie mógł być klucz do tego właśnie i ogladałem to na Discovery a to wszysto po prostu doskonale potwierdza , jak szeroko nieskończone i pozbawione granic są możliwości podświadomości , skoro z miekkim dydkiem może ozdrowić organiżm z czegokolwiek - obojetnie czy to katarek , czy coś po czym " powinno " nastapic zejscie , zejsc to sobie można po schodach albo z łóżka bedać całowicie zdrowym , kiedy już pozwolimy podświadomości działaś - jak ten lekarz , który mając pewne przekonanie co do tego co miała ta pacjentka , również jej dał to przekonanie , co z kolei doprowadziło do pełnego wyzdrowienia - bo niby jak by miało być - skoro ludzie wierza ,że po czymś umrą i to się sprawdza - czytałem kiedys ,że jeden koleś gdzieś na południu Europy jak przyszedł piatek 13. - jakos rok temu , to tak był przesadny ,że wział sobie zwolnienie z pracy , bo bał się ,że po drodze do pracy , coś się stanie - zabije sie albo cos , - do szkoły dzieci odwoizła jego żona - on non toper w domu - nawet nosa poza dom nie wystawiał - i tak caały dzień , siedział posrany ,że pietk 13. i bedzie lipa , kopnie w kalendarz albo coś ..., - nie pamietam która była wtedy godzina , ale chyba cos koło 20. jadł coś , czy pił - nie pamietam - wleciała mu osa do gardła , użadliła iii ..... facet się udusił ... !!!! ... to se nieźle " wywrózył "...

... więc nie ma powodu , dla którego nie miałaby tamta pacjentka nie wyzdrowieć , skoro miała absolutnie bezgraniczne przekonanie , że to " katarek " , bo lekarz który jej to powiedział był - pomimo ,ze błednie ,ale całkowicie przekonany ,że to błahostka i pozwolił jej też tak w to uwierzyć i ... dla podświadomości to pryszcz , bułka z masłem , małe piwo , czy jak to tam jeszcze nazwać można


pozdrawiam
Robert Marciniak

#3 Gość_Ewelina_*

Gość_Ewelina_*
  • Goście

Napisano 07 luty 2006 - 18:00

Bardzo fajna i budująca ta opowieść o kobiecie z jakimś tam świństwem na plecach. Dzięki.

Niby mam jak na mój gust dość spore osiągnięcia w tzw. samoleczeniu. Ot chociażby dla przykładu podam, że w ciągu tygodnia tak potrafiłam zmienić swój obraz krwi, że hematolog musiał stwierdzić, iż to cud jakiś i poczuł się zupełnie niepotrzebny. Wcześniejsze wyniki badań leciały wciąż w dół. Dodam, że nie zdążono mi zaserwować ani pół tableteczki. Wciąż byłam na etapie szukania przyczyny choroby i miałam zakaz aż do skończenia wszelkich badań zażywać nawet witaminy czy zioła. I oczywiście niczego nie zażywałam. Nie zmieniłam nawet zwykłej, codziennej diety. Tak jednak w głowie mi się nie mieściło, że mogłabym zejść z tego świata, lub z innych tego typu schodów, że trwoga caluchnej rodziny normalnie mnie bawiła. Rodzice mieli nawet żal o to, że lekceważę swoje własne zdrowie. Zaczęli mnie traktować jak małe dziecko i miałam się ich zdaniem zajmować już tylko jeżdżeniem po coraz to wybitniejszych hematologach. Miałam tego serdecznie dosyć. Przypomniałam im więc ile mam lat i że wcale nie lekceważę zdrowia, lecz mam zamiar żyć tak jak żyłam, bo takie życie właśnie mnie bawi. A hematolog wystarczy mi jeden o ile w ogóle jest mi potrzebny. Przebadano mnie od przysłowiowych stóp do głów i przyczyny nie znaleziono. Wszystkie wyniki były bardzo dobre, tylko obraz krwi wciąż marniał. I wtedy postanowiłam mieć krew równie zdrową jak np. nerki, wątrobę, serce, narządy rodne itp. No i stało się.

Z polipem mam do czynienia od 2 lat. Był leczony różnorodnymi środkami farmakologicznymi ze sterydami włącznie, traktowany prądem itp. Wszystko na nic. Zalecany jest zabieg. Jestem nawet zaszczepiona na tę okoliczność, ale jakoś nie mogę się zdecydować. I wcale nie dlatego, że boję się zabiegów jako takich, ale dlatego, ze polip jest na strunach głosowych a ja śpiewam i mam zamiar robić to nadal. Wprawdzie bardzo mi on przeszkadza przy śpiewaniu (połowę materiału musiałam wyrzucić z repertuaru), ale zawsze to chyba lepiej niż narażać się na całkowita utratę formy. Lekarzom z tego właśnie powodu, też nie było spieszno brać mnie pod nóż. Jak tylko jakiś nowy na tzw. wizycie w szpitalu proponował zabieg, zaraz któryś inny powstrzymywał jego zapędy mówiąc: Ale ta pani śpiewa. No i kombinowali co mogli i nic nie wykombinowali.
Jakieś pół roku temu zauważyłam nieznaczną poprawę, dzięki czemu 2 utwory wróciły do repertuaru. Od tamtej pory ani rusz, choć nadal staram się wierzyć, że jak samo przyszło, to i samo pójdzie. Straszą mnie tu jeszcze co niektórzy, ze on będzie rósł.

Może ma ktoś jeszcze jakieś praktyczne pomysły, jak się z nim rozprawić?

#4 Mateusz Grzesiak

Mateusz Grzesiak
  • Administrator
  • 3408 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • MiejsceWarszawa

Napisano 07 luty 2006 - 19:10

Zrób następującą rzecz:

Weź sobie wolny wieczór, tak by nikt Ci nie przeszkadzał. Zrób to sama albo z bliską Ci osobą - chodzi o to, że ktoś musi zadawać pytania.

1. Zamknij oczy i powiedz (albo miej powiedziane) - chcę się komunikować z częścią, która jest odpowiedzialna za polipa.

I wtedy bądź uważna - dostaniesz jakąś odpowiedź, w postaci kinestetycznej, audio lub obrazu, jakiej nie będziesz w stanie świadomie powtórzyć - bo to jest automat, część Ciebie ma określoną potrzebę i intencję i Ty zaczynasz właśnie negocjacje.

2. Zapytaj tę część, czy jest jakaś pozytywna intencja, stojąca za polipem. Jeśli jest, to dowiedz się jaka. Jeśli nie będzie chciał ujawnić, przejdź do następnego kroku. Jeśli nie ma - to wsłuchaj się lepiej. Z założenia Twoja podświadomość Ci pomaga i jest z Tobą.

3. Pogadaj ze swoją częścią kreatywną, tą, która generuje rozwiązania. Poproś, by wygenerowała lepsze metody dawania tego, co dawał polip. Zapytaj się części polipowej, czy zgodzi się wykorzystać i wypróbować nowe rozwiązania, jeśli będą lepsze. Powiedz kretywnej, że mają być takie, by polipowa wyraziła zgodę.

4. Jeśli się obie zgodzą i polipowa będzie zadowolona z nowych rozwiązań, negocjuj z nią tempo znikania polipa. Umów się na jakiś okres, biorąc pod uwagę pewne fakty, by polip zaczął się wchłaniać i znikać. I po tym okresie, gdy już będziesz pewna że zaczął, idź na badania i sprawdź wyniki.

Reportuj tutaj jak poszło.

#5 Gość_Ewelina_*

Gość_Ewelina_*
  • Goście

Napisano 07 luty 2006 - 20:05

Obawiam się, że możliwe, iż prawie od samego początku wiem skąd ten polip mógł się wziąć. Pewna nie jestem, więc mam zamiar zrobić krok po kroku jak mi poradziłeś.
Otóż od kiedy wiem, że ludzkie motywy są w znacznej części podświadome, to jakoś tak odruchowo gadam ze swoją podświadomością na różne tematy. Może nie zawsze w taki sposób, że oto siadam wygodnie z intencją pogawędki z tą ważna dla mnie Panią, ale jakoś tak po prostu zadaję sobie pytanie o to, jakie mogą być podświadome motywy tego czy tamtego. No i też tak po prostu zaczynam mieć różne koncepcje na ten temat, a czasami nawet całkowitą pewność (czuję się wtedy olśniona heheh) i nikt mi nie przegada, że jest inaczej. Otóż, kiedy poczułam chęć wiedzy, jak to jest w przypadku polipa, to pojawiła mi się taka koncepcja, że może on być niejako „reakcją alergiczną” na poważną zmianę w składzie zespołu. Wydawało mi się to trochę śmieszne, bo przecież w każdym składzie bywało bardzo różnie i nic takiego się nie działo. Ale zaraz przypomniałam sobie fakt, że drastyczna zmiana nastąpiła prawie z dnia na dzień. Na pierwszej próbie w nowym składzie z głosem było wszystko ok., za to dobitnie poczułam, że ta zmian składu absolutnie mnie nie bawi. I chociaż to ja osobiście dokonałam takiego doboru ludzi, strasznie tego pożałowałam. Na następnej próbie – lipa, totalna klapa - głos odmówił mi posłuszeństwa, co w końcu po kilku tygodniach czekania na cud zaprowadziło mnie do lekarzy. Od tamtego czasu nie wymyśliłam na temat przyczyny nic nowego, choć wciąż się zastanawiam dlaczego tak się stało. Nawiasem mówiąc zespół się wykańcza. Panują takie klimaty, że nie wiem w ogóle jak my to wszyscy znosimy. Inny fakt, który da się zauważyć a który popiera niejako tę pierwszą i jedyna jak na razie koncepcję jest taki: Jeden z nie pasujących mi gości odszedł z zespołu z powodów rodzinnych. Na pierwszej próbie bez niego wyszły mi dwa numery ze starego repertuaru i do dziś mogę je śpiewać. Nawet dzisiaj zastanawiałam się czy moja koncepcja w ogóle może być prawdopodobna, oraz co i jak mogę zrobić, aby tą ewentualną alergię okazać w bardziej konstruktywny sposób a najlepiej w ogóle się jej pozbyć. No ale po raz kolejny nic ciekawego nie wymyśliłam na ten temat. Wszystko, co przychodzi mi do głowy jest zbyt drastyczne i skądinąd mi się nie podoba. Zapytam (tym razem bardzo oficjalnie) podświadomość o co chodzi z tympolipem i rzeczywiście niech ona się martwi, co z tym fantem zrobić.

Powiedz Mateusz, czy polip w ogóle może być reakcją na to, że charakterologicznie ktoś mi pasuje jak… ? No może jednak bez porównań.

I dzięki raz jeszcze.

#6 Mateusz Grzesiak

Mateusz Grzesiak
  • Administrator
  • 3408 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • MiejsceWarszawa

Napisano 07 luty 2006 - 20:09

Powiedz Mateusz, czy polip w ogóle może być reakcją na to, że charakterologicznie ktoś mi pasuje jak..


Wrzód na dupie? Hehehehhe.

Moze byc na wszystko. Niezbadane sa zarowno wyroki Pana, jak i zlozonosc Twoich procesow myslowych. Ale ciekaw jestem Twojej rozmowy. Zapytaj sie, czy da Ci spokoj jak odejdziesz z zespolu. To by byly jaja..

Wstrzymaj sie ze swiadomymi dedukcjami. Sprawdz swoje sygnaly spojnosci, Ty w srodku wiesz najlepiej, w czym rzecz. I niekoniecznie musisz sie dowiedziec - zostaw swojej podswiadomosci cala robote, sama bawiac sie dobrze.



#7 Gość_Ewelina_*

Gość_Ewelina_*
  • Goście

Napisano 08 luty 2006 - 02:05

Mam trochę wątpliwości, co do tego czy poprawnie wykonałam zalecone zadanie, dlatego postaram się opisać przebieg całego zabiegu.

Położyłam się na łóżku, przykryłam kocem, by nie zmarznąć, zamknęłam oczy i jakiś tam czas poświęciłam na relaks. Kiedy poczułam się wystarczająco zrelaksowana powiedziałam (czyt. pomyślałam) podświadomości, że chciałabym porozmawiać z tą częścią siebie, która wyprodukowała polipa. Obiecałam, że zadymy nie będzie i poprosiłam o możliwość takiej pogawędki. Skoro nie zauważyłam, aby ktoś coś miał przeciw, zwróciłam się bezpośrednio do tej części od polipa i poprosiłam, aby dała mi znać, jeśli już na spotkanie przybędzie. No i się zaczęło: A to mnie w uchu strzyknęło, a to w palce dłoni zrobiło się ciepło, w gardle zadrapało, a to znów inne tego typu cuda i wianki dziać się zaczęły. Powiedziałam wtedy, że tak to ja się bawić nie będę, bo się pogubić można i poprosiłam o ujednolicenie sygnału i że dopiero jak 3 razy pod rząd dostanę ten sam sygnał, to zrozumiem, że mam do czynienia właśnie z częścią polipową. No i długo nie musiałam czekać na potrójny znak. Też kinestetyczny zresztą, ale nie rozumiem, dlaczego akurat taki. Wiecie, jakie to uczucie, gdy nagle, bez przyczyny drga powieka? To właśnie coś takiego, ale nie na powiece wcale, tylko naprzemiennie: raz z boku prawego uda (tam gdzie się ono zaczyna) a raz z tyłu tego samego uda (mniej więcej na jego środku). Drgania te były połączone jak gdyby wspólnym łukiem elektrycznym. Ale co ma udo do wiatraka? Tzn. strun głosowych? Uznałam w końcu, że to nieważne jak się kto przedstawia, grunt, że jest kim jest. Przywitałam się pięknie, zamachałam pacyfką przed oczami, obiecałam być grzeczna a nawet wyznałam swoje zaufanie, co do jej intencji. Potem poprosiłam, żeby przystała na mój pomysł, co do naszej wzajemnej komunikacji, bo ja niestety drgać udami nie umiem a dogadać się jakoś bym chciała, bo sprawa dla mnie niezwykle jest ważna. Zaproponowałam, że ja będę nawijać jak do tej pory i stawiać pytania (tzw. zamknięte), a jak odpowiedź będzie twierdząca, to niech mi proszę, zadrga udami w ramach odpowiedzi. W przypadku odpowiedzi „na nie”, niech w ogóle nie reaguje.

Pyt. 1. Odpowiada Ci ten sposób komunikacji?
Odp: Tak (zadrgała, aż mną szarpnęło)

Pyt. 2. Zrobiłaś polipa dla mojego dobra?
Odp: Tak

Pyt. 3. Mogę wiedzieć o co chodzi z tym polipem? Dlaczego go wytworzyłaś?
Odp: …………………cisza, ale pojawił się obraz kolesia, za którym nie przepadam.

Hmmmm, Nie no nie tak się umawiałyśmy, więc chyba raczej ten obraz jest przypadkowy. Pewnie włączyła się nieproszona moja prywatna interpretacja. A jeśli tonie przypadek?

Pyt. 4. Zapytam raz jeszcze. Proszę odpowiedz. Chcę wiedzieć o co chodzi z tym polipem. Dlaczego go wytworzyłaś, no i w ogóle co się dzieje? Mogę wiedzieć?
Odp:………………….cisza, ale obraz kolesia pojawił się znowu.

Tak było jeszcze ze 2 razy, więc wywiesiłam białą flagę. Uznałam to za przypadek, bo nie miałam zamiaru dochodzić do wniosku, że ktoś w balona mnie robi i zrywa wcześniejszą, umowę pt. drgające udo. W przeciwnym wypadku cała dalsza gadka straciłaby dla mnie sens.

Pyt. 5. Ok. Rozumiem, że nie powiesz mi o co chodzi. Ja zaś nie powiem, żebym przestała chcieć wiedzieć, ale mogę przestać pytać (na razie). Wiesz co? Bardzo bym chciała, żebyś zmieniła strategię na inną, bo ten polip mi przeszkadza w śpiewaniu, a ja chcę śpiewać dalej, bo lubię. Wiem, że z jakichś tam sobie znanych powodów zaserwowałaś mi tego polipa i był to pewnie na wtedy najlepszy sposób, aby osiągnąć zamierzony cel, ale co byś powiedziała na to, żebym poprosiła część twórczą, żeby wygenerowała jakieś pomysły dla Ciebie w zamian za tego nieszczęsnego polipa? Wiesz, takie, żeby jak to się mówi wilk był syty i owca cała. Zgodzisz się? Może tak być?
Odp: Tak

Ufffff. Co by to było, gdyby się nie zgodziła?
Przywołałam część kreatywną odproblemową i zaprosiłam do naszej gadki. Poprosiłam, żeby się jakoś przedstawiła po trzykroć, abym wiedziała, że już z nami jest. Ale raczej zrezygnuję z dokładnego opisu, bo nie bardzo wiem, jak to zrobić. To był obraz. Coś w rodzaju skrzyżowania wełnianego pędzla z kwiatkiem i parasolem zarazem, który się w dodatku energicznie zamykał i otwierał. Powiedziałabym nawet, ze robił to w podskokach. Łistkopłatki miał tak przeróżnych kształtów i kolorów, że sobie daruję dalsze wysiłki w kierunku opisu. No po prostu przecudaczny widok. Oczywiście ukazał się 3 razy. Wyjaśniłam tej mojej części o co mi chodzi, jaki mam plan, zaproponowałam system porozumiewawczy i zapytałam czy zgodzi się teraz wymyślić coś, co zadowoliłoby i tę część od polipa i mnie zarazem. Zgodziła się podskakując radośnie zabawną czuprynką. Poprosiłam więc, żeby spełniła tę prośbę i przedstawiła ją części polipowej do oceny i ewentualnej akceptacji. Dałam im na to trochę czasu a potem spytałam część polipową czy widziała już nowe rozwiązania i czy któreś z nich jej się wybitnie podoba. Obydwie odpowiedzi były twierdzące. W takim razie zaproponowałam, żeby skorzystała z pomysłu, wprowadziła go w czyn a polipa zlikwidowała. Też się zgodziła tak uczynić. Zaakceptowała nawet pierwszy podany przeze mnie termin całkowitej realizacji nowego pomysłu. Tym sposobem dobrnęłyśmy do końca rozmowy. Podziękowałam paniom za uwagę i współpracę a potem otworzyłam oczy.

Żałuje tylko, że ustalony termin nie jest związany konkretną datą, ale z wydarzeniem. Trochę mnie teraz może kosztować taka nieprecyzyjność. No ale na błędach ponoć najłatwiej się uczyć.

Aaaa, Wysępiłam też obietnicę, że od czasu do czasu część polipowa zadrga z nienacka moim udem, żebym mogła sobie przypomnieć o trwającym procesie i się tym faktem nacieszyć.

Jestem ciekawa, co z tego wyniknie

#8 Mateusz Grzesiak

Mateusz Grzesiak
  • Administrator
  • 3408 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • MiejsceWarszawa

Napisano 08 luty 2006 - 02:31

Dobra robota.
Ja też jestem ciekaw, więc informuj nas jak zacznie znikać.
Jeśli są rzeczy, któych nie kumasz świadomie - luz, to nie ma znaczenia. Może po prostu lepiej jest pewnych rzeczy nie wiedzieć, np. po co wiedzieć, ile moja żona miała związków przede mną? Czasem jest lepiej, jak pewne rzeczy się dzieją, a jest cisza w świadomości.

I umów się na sygnał, byś wiedziała kiedy nastąpi to wydarzenie - np. że udo Ci zastrzyka tak jak umie podświadomie. I idź do przodu - ładnie się rozwijasz.

#9 Gość_Ewelina_*

Gość_Ewelina_*
  • Goście

Napisano 08 luty 2006 - 14:15

Czyżby do kurcze pieczone skład zespołu jednak miał coś wspólnego z polipem? Niby wczoraj zignorowałam pojawiające się obrazy kolegi z zespołu w czasie, gdy pytałam podświadomość o to, czy zostanie mi ujawniona przyczyna produkcji polipa. Przyjęłam taką opcję, bo nie było sygnału kinestetycznego. Ale czy wszystko co się działo i dzieje mam ignorować, bo wczoraj tak a nie inaczej sobie coś zinterpretowałam? A może to właśnie wczorajsza moja interpretacja była błędna? Może część polipowa nie odpowiadała jakoby twierdząco, bo miała na myśli, wcale nie to, ze mi nie chce ujawnić, ale to, że już dawno mi to ujawniła i nie ma już czego ujawniać?

Zobaczcie. Dane są takie.

1. Już nie raz pytałam na przestrzeni tych 2 lat o co chodzi z polipem i odbierałam taką odpowiedź a nie inną. To chyba coś tym jest, nie? No i co z tego, że nie robiłam tego według wczorajszej procedury? Ta procedura jest fajna, ale raczej nie jedyna. Zanim ją ktoś wymyślił to ludzka podświadomość i tak chciała gadać ze świadomością, ot chociażby za pośrednictwem snów.
2. Jak już wspominałam, głos siadł mi już na drugiej próbie w nowym składzie a na pierwszej byłam mocno zawiedziona własnym doborem ludzi.
3. Po odejściu jednego z nie pasujących mi członków zespołu nastąpiła jakaś tam poprawa (bez leczenia się w tym czasie czymkolwiek)
4. Zanim napisałam na forum o moim problemie, miałam sen w roli głównej z tym kolesiem, który jeszcze pozostał, a z którym dogadać się w żaden sposób nie umiem. Może to ten sen właśnie spowodował, że zaczęłam rozmyślać ponownie na temat polipa i ponownie stawiać, już wcześniej stawiane pytania?
5. Jakkolwiek by tego nie zinterpretować, faktem pozostanie, że za każdym razem , gdy wczoraj pytałam o to czy mogę znać powody, pojawiał się właśnie obraz tego kumpla. Normalnie z uporem maniaka.
6. Z wczoraj na dziś znowu miałam sen na temat kolegi, o którym wciąż mowa.

No i co? Ja mam sobie tak bezpardonowo to wszystko wsadzić do kieszeni albo nawet gdzieś indziej?

Nie kumam jeszcze, co miałyby znaczyć dwa ostatnie sny, ale coś mi mówi, że są ważne i nie pojawiły się przypadkiem, ale celowo.

SEN1. Przed napisaniem na forum.

Spotkałam go po drodze na mieście. Wystrojony jak nigdy, pełna gala i w ogóle extra. Uśmiech serdeczny mu się załączył na mój widok jak na komendę i jeszcze trochę a padlibyśmy sobie w objęcia niczym najwięksi przyjaciele po latach rozłąki. Nagle oprzytomniałam.
- O co gogusiowi chodzi? – pomyślałam? - Cóż on nagle taki odświętny i sympatyczny? Ostrożnie, ostrożnie. Już nie raz starałam się mu zaufać i wyszłam na tym „jak Zabłocki na mydle” Nie dam się nabrać.
Pomachałam kurtuazyjnie na do widzenia i odeszłam, zostawiając go zawiedzionego takim obrotem sprawy.

SEN 2. Dziś w nocy.

Oboje znajdowaliśmy się na baaardzo wysokim rusztowaniu w olbrzymiej hali. Rusztowanie miało chyba tyle metrów, co blok dziesięciopiętrowy, albo i nawet więcej, a na dodatek do złudzenia przypominało moją prywatną deskę do prasowania heheheh. Kolega był tym razem bardzo smutny, wręcz głęboko czymś przybity. Nie mogłam patrzeć na niego w tym stanie i bardzo było mi go szkoda. Zaproponowałam, że zrobię mu masaż, żeby się rozluźnił i może w ten sposób poczuje się choć odrobinę lepiej, Zgodził się. Zaczęłam masować jego klatke piersiową, a ten ni stąd ni zowąd tak się począł wykręcać z zadowolenia i wiercić, że jeszcze trochę a spadłby na sam dół hali i tyle by go ludzie widzieli. Wystraszyłam się, przerwałam masaż i kazałam mu otworzyć oczy, żeby zobaczył jak bardzo zmienił pozycję i że jak tak dalej pójdzie to zaraz spadnie i będzie po nim. Był zdziwiony. Zaproponowałam, aby zszedł z rusztowania, bo tak będzie dla niego bezpieczniej. Zgodził się ze mną, ale nie wiem czy zszedł, bo się obudziłam.

Ignorować czy nie ignorować? Oto jest pytanie.

#10 Mateusz Grzesiak

Mateusz Grzesiak
  • Administrator
  • 3408 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • MiejsceWarszawa

Napisano 08 luty 2006 - 14:41

Pisałem Ci - więcej niż raz - byś pozwoliła rzeczom się dziać. Bawisz się w interpretacje i z góry będziesz skazana na kiłę, bo to nie jest świadoma sprawa - chyba że rozmowa z polipem to typowa lekarska metoda jego usuwania.
Po to robiłaś to ćwiczenie, by przestać świadomie ingerować w to, czego nie możesz zrozumieć, bo to jest kwestia podświadomości. Chcesz zjeść i mieć cukierek. Nie tak!!!

Jak pojawia Ci się taka ilość sygnałów, zwróć się do części kreatywnej po pomoc, by wygenerowała rozwiązania. Powiedz: "Mogę świadomie nie wiedzieć o co chodzi, ale podświadomie dokonuję zmian i generuję nowe, lepsze rozwiązania, które zastąpią stare.

Już widzę, jak na tego posta odpowiadają dziesiątki halucynatorów i prześcigają się w spekulowaniu co to może znaczyć.

Po to dostałaś te narzędzia, byś komunikowała się ze swoimi częściami, a nie częściami Forumowiczów. Ty znasz najlepsze dla siebie rozwiązanie - i zaufaj mi, Ty jeździsz swoim autobusem. Każda interpretacja może być błędna i zaprowadzić Cię na manowce. Przestań to robić.
Wsłuchaj się w siebie i negocjuj. Uczysz się sygnałów, wyluzuj. To cudowna umiejętność. Od kilkunastu lat nie miałem ani jednej gorączki - nie ma dnia, bym nie negocjował swojeg zdrowia, a jakby miał mnie łapać kaszelek, od razu pytam się, co mam jeść, pić i jak się ubierać. I potem jestem w sklepie, a mój wzrok przyciągany jest przez czosnek z uczuciem - tego pragnę najbardziej, i tylko słyszę jak jedna z moich części brechta się niemiłosiernie. A jednak tego samego wieczora czuję się lepiej.

Naucz się tego. Nie interpretuj, bo to nie to narzędzie. O biciu serca nie rozmawia się z jelitem. I baw się.



#11 Gość_Ewelina_*

Gość_Ewelina_*
  • Goście

Napisano 08 luty 2006 - 15:44

Ok. Mateusz, masz rację. Jak się zastanowiłam po przeczytaniu Twojego postu po co mi w ogóle ta wiedza, tzn. skąd, dlaczego pod wpływem jakich czynników wziął się mój polip, to doszłam do wniosku, że w sumie to chyba po nic. A przynajmniej nie mam pojęcia po co. Przecież nie mam zamiaru uczynić z tej wiedzy jakiejś generalizacji typu: jak ktoś ma polipa, to znaczy, ze….Przecież każdy może mieć polipa z innego powodu. Poza tym czas nad zastanawianiem się skąd wziął się polip mogę wykorzystać do czegoś zupełnie innego. No tak. Cóż za oszczędność czasowa. Ale wiesz, na co ja bym ten czas prawdopodobnie spożytkowała? Obawiam się, że na dowiadywanie się czegoś innego. No kurcze taka ciekawska jakaś już jestem. Powie ktoś może, ze jak już mam taką ciekawość, to mogłabym się zając np. zdobywaniem nowej wiedzy na polu języków obcych, historii Polski itp.. Ano mogłabym. Ale taka wizja mnie nie bawi – zupełnie:( . Ej, może to jakieś specyficzne i ogólnie nie bardzo zrozumiałe dla większości hobby? Bardzo możliwe. Wiesz co? Czytałam kiedyś książkę Ericksona, w której opisywał przypadki swoich pacjentów i jego sposoby pomocy im. I pamiętam, ze często opisywał ich podświadome motywy tworzenia objawów. Nawet nie wiem czy kazał im rozmawiać z ich podświadomością, aby dowiedzieć się o tych motywach, czy też może zwracał się o to z prośbą do swojej intuicji. A najprawdopodobniej sam pytał o to podświadomość pacjentów. W każdym bądź razie choćby tylko ten przykład pokazuje, ze nie tylko ja jestem taka ciekawska.

A teraz przytoczę cytat z Grzesiaka: „Zapytaj tę część, czy jest jakaś pozytywna intencja, stojąca za polipem. Jeśli jest, to dowiedz się jaka. Jeśli nie będzie chciał ujawnić, przejdź do następnego kroku.”

„Dowiedz się jaka” - To mnie w ogóle zachęciło do gadki z częścią polipową. Taka wiedza to dla mnie skarb. Nie wiem dokładnie dlaczego coś jest dla jednych super, kiedy dla innych be

Albo inny cytat: „ baw się”. Toż właśnie to robię




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych użytkowników