Nikt nie zauważa, że sam The Work JEST historią? Historią, która zakłada istnienie innych historii przeszkadzających w odbiorze Prawdy.
Albo inaczej: sztuczną koncepcją, zakładającą istnienie innych sztucznych koncepcji zaburzających percepcję rzeczywistości.
Uważam, że historie są potrzebne, byśmy mogli egzystować jako Ludzie. To w historiach znajduje się człowieczeństwo i uczucia. Emocje, współczucie.. to wszystko zawdzięczamy historiom.
Zobacz:
Bez historii "odczuwam x emocje" czułbyś jedynie rzeczywiście odczuwaną kinestetykę i tylko tego byś był pewien
Bez historii "widzę drzewo" widziałbyś wysoki obiekt w kolorach brązowym i zielonym, gdzie faktem jest, że odczuwałbyś tylko impuls receptorem wzrokowym,("wysoki", "zielony", "brązowy" to też kwestia umowna, kwestia nazewnictwa, więc historia)
Bez historii "rozumiem co czytam" widziałbyś jedynie zbiór znaczków i tylko to jest rzeczywiste. To, że te znaczki tworzą wyrazy, które składają się na zdania, a te przekazują jakies myśli to też historia.
Pozbywanie się ograniczających historii, jest jak czyszczenie systemu ze zbędnego oprogramowania, które muli komputer. I to jest ok. Ale kiedy programem pod tytułem The Work zaczynamy grzebać w zasobach systemowych, myślę, że jak pogrzebiemy zbyt głęboko i bez opamiętania, zostanie nam zero software'u, sam hardware.
System pozwala na optymalne wykorzystanie sprzętu, ale też w pewien sposób go ogranicza. Można system podkręcić, osiągnąć lepsze osiagi. Lepsze nie oznacza że maksymalne możliwe dla sprzętu. Jeśli pozbędziemy się wszystkiego, pozbędziemy się też czynników ograniczających, ale czy nie pozbędziemy się też podstawowych narzędzi do wykonywania podstawowych procesów?
Nie mówię: "nie używaj The Work"
Mówię: "czy The Work jest zawsze i absolutnie w każdej historii odpowiednim rozwiązaniem?", "czy 'wolność' oznacza niewiarę w cokolwiek?"
Tak, wiem, że to bardzo ekstremalne podejście.
Tak, wiem, że to historia i najlepsze jest to, że nie musicie w nią wierzyć, chyba że chcecie.
http://spolecznosc.g...zenstwo-dziala/
Mam wrażenie, że nie wszyscy czytali ten post Mateusza. W przeciwnym razie ekstrema typu "zdełorkuję się po całości i będę wolny" nie miałyby miejsca. Albo miałyby.

























